Tankietka w Pisarzowej Woli

Tym razem nietypowo, zanim zajmiemy się wydarzeniami w wiosce Pisarzowa Wola, omówimy dwa przypisy zamieszczone przez Siemaszków 
w ich książce.

Przypis pod informacją o miejscowości Bielin

Siemaszkowie:
Według oceny melnykowca Hryhorija Steciuka (zob. 2262*), działacza OUN-M z terenu powiatu włodzimierskiego, Bielin był fortecą z 1000-osobową uzbrojoną załogą, co oczywiście nie odpowiadało prawdzie, bowiem w Bielinie oraz w przyległych koloniach i wioskach wymienionych wyżej, które były we wspólnym systemie samoobrony, mogło być najwyżej 200 członków samoobrony.
* 2262. Steciuk Hryhorij, Czarni dni Wolyni abo nepostawlenij pamiatnik. Spohady kołysznoho oblasnoho prowodu OUN, Wołodymyr Wołynśkyj 1992

Pierwsza nieścisłość 

Wspomnienia Hryhorija Steciuka, komentowane przez Siemaszków, ukazały się w druku w roku 1988 pod tytułem: "НЕПОСТАВЛЕНИЙ ПАМ'ЯТНИК" (Спогади), a wydawcą był Інститут Дослідів Волині w Winnipeg (Kanada). To może być zwykła pomyłka - do wybaczenia. Być może Siemaszkowie za tytuł i datę wydania wzięli jakiś przedruk fragmentów wspomnień Steciuka w prasie, opublikowany po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę. Może wzięli jakąś publikację internetową.

Manipulacje

Jednak sam komentarz jest już jedną wielką manipulacją. Siemaszkowie komentują coś, czego Steciuk nie napisał, przejdźmy od razu do naszego tłumaczenia tekstu Steciuka:


Za Ustiługiem była polska kolonia Bielin, Polacy stworzyli tam swoją partyzancką fortecę. Ilu ich tam było, ja nie wiem, ale ludzie mówili, że było około 1000, inni mówili o dwóch tysiącach. Wszyscy jednak zgodni byli co do tego, że Polacy byli bardzo dobrze uzbrojeni, mieli dobrego dowódcę, prawdopodobnie podoficera polskiej armii, z 32 pułku piechoty, jego pseudonim był „Mucha”. Czy to prawda nikt nie wie, ale wszyscy uważali, że Mucha spalił wszystkie ukraińskie wioski wokół Bielina. Wszyscy również mówili, że Mucha jest komunistą, ale ja i wielu innych uważaliśmy, że Mucha wykorzystał sytuację, aby otrzymywać uzbrojenie od sowietów, a tak naprawdę był polskim patriotą-szowinistą.
Mucha dzięki tej broni niszczył na Wołyniu a później na Chełmszczyźnie ukraińskie wioski. Gdzie pojawił się Mucha, wszędzie pogorzeliska i góry trupów. A kiedy połączył się Mucha z Bdzusem, jaki operował Laskową na Chełmszczyźnie, to razem spalili wszystkie wioski wokół Krylowa i dotarli aż pod Hrubieszów, na Wołyń Mucha już nie wrócił.

Po pierwsze - Steciuk wspomina o Bielinie w tym fragmencie tylko mimochodem, nie twierdzi, że uzbrojonych partyzantów w Bielinie było dwa tysiące, a jedynie przytacza, co mówili wtedy ludzie. Dodaje przy tym, że według ludzi polskimi oddziałami w Bielinie dowodził „Mucha”, jednakże wyraźnie podkreśla: 
Czy to prawda nikt nie wie…

Po drugie - Steciuk w swoich wspomnieniach kilkakrotnie powraca do tej postaci – do „Muchy”. Wynika to z tego, że dowódca jego oddziału (Jurczenko), na Wołyniu a później na Chełmszczyźnie polował na „Muchę” i starał się go wyśledzić od momentu, gdy Mucha wymordował całą jego rodzinę. Bielin tutaj jest tylko dodatkiem opisującym okoliczności. Czy jest nieprawdą, że czerwony partyzant Mucha działał wraz ze swoim oddziałem na Wołyniu? Kilka słów na jego temat:

Mikołaj Kunicki, jak sam pisze w swoich wspomnieniach, został zmobilizowany do 104 batalionu Schutzpolizei w Kobryniu (białoruska cześć Polesia) w lipcu 1942 roku. Po czym zostaje wysłany przez Niemców, do szkoły podoficerskiej - w grudniu 42 roku zostaje dowódcą 150 osobowej kompanii w 104. batalionie Schutzmannschaft, złożonym przede wszystkim z Polaków i kilkunastu Białorusinów. Na Wołyniu pojawia się w połowie stycznia roku 1943. Z końcem stycznia, wraz ze swoim oddziałem dezerteruje, organizując, jak twierdzi oddział partyzancki, jaki sam wyznacza sobie zadanie - ma to być zemsta na ukraińskich nacjonalistach za masowe mordy - podkreślamy - z końcem stycznia. W połowie lutego spotyka się z czerwonymi partyzantami i przechodzi pod ich dowództwo.W polskiej Wikipedii podana jest fałszywa informacja mówiąca o jego dezercji w marcu roku 43 jako odpowiedzi na mordy jakich miała dokonywać UPA - Kunicki zdezerterował z niemieckiej policji w styczniu - o jakich mordach UPA może być mowa, jeśli w polskiej historiografii jako pierwszy masowy mord dokonany przez UPA uważa się zbrodnię w Parośli (o tej wiosce wspomnimy później).Operuje w rejonach placówek polskiej samoobrony w Hucie Stepańskiej i Bylinie - jego współpraca z tym placówkami, rzecz jasna układa się bardzo dobrze.

 Więcej: “Mucha nie siada”


Dalej w tym samym przypisie Siemaszkowie piszą: 

Rozpowszechnianie informacji wyolbrzymiających siły polskie jest wyrazem nacjonalistycznej propagandy, która w ten sposób, zresztą odwracający zupełnie kolejność wydarzeń i ich przyczyny, usiłuje uzasadnić prowadzoną przez siebie czystkę etniczną.

Wychodzi na to, że stwierdzenie, iż ludzie mówili o 1000, a inni o 2000 to jest „nacjonalistyczna propaganda”.
Wspomnienia polskich żołnierzy AK, którzy sami opowiadali, że celowo organizowali przemarsze i nawet ćwiczenia w taki sposób, aby okoliczna ludność ukraińska myślała, że jest ich o wiele więcej niż w rzeczywistości, to też element nacjonalistycznej propagandy?

Siemaszkowie w informacji o wiosce Bielin sami pogubili się. Najpierw piszą:
Następnego dnia, 18 sierpnia, do Bielina przybył z Werby - na prośby mieszkańców Bielina, którzy czuli się zagrożeni, oddział Schutzmannschaften złożony z Polaków…
...Umieszczony w Bielinie oddział Schutzmannschaften liczył 10-15 ludzi i w styczniu 1944 r. został włączony do 27 Wołyńskiej Dywizji AK.

A kilka wersów dalej twierdzą, że:
Obecność silnego ośrodka polskiego w pobliżu Włodzimierza Woł. nie mogła być akceptowana przez Niemców. We wrześniu 1943 r. Niemcy wysłali do rozbicia Bielina oddział ukraińskiego Sicherheitsdienst (SD), który stoczył walkę z oddziałem partyzanckim AK „Piotrusia”. Ukraińców wspomagali niezbyt aktywnie Węgrzy. Atak został odparty.

Jak mamy rozumieć te rewelacje?
Wychodzi na to, że Niemcy to idioci, którzy najpierw wspomagają Polaków w Bielinie, uzbrajając ich. Potwierdzają to polskie źródła, mówiące o tym, że miejscowe kierownictwo AK postanowiło zwrócić się do Niemców z prośbą o pomoc - z prośbą o broń. Niemcy wysyłają na pomoc polskich szucmanów, którzy stacjonują tam do początku 44 roku (i dopiero wtedy dezerterują), a jednocześnie nie na rękę im silna baza w Bielinie? 
Dobrze zrozumieliśmy? 
Niemcy wysyłają do likwidacji bazy w Bielinie ukraińskich szucmanów wraz z Węgrami? Przeciwko polskim szucmanom i polskiej samoobronie którą sami uzbroili aby walczyła przeciw UPA?
Wspólne napady na ukraińskie wioski wcześniej i później są Niemcom na rękę? A silna baza nie na rękę? Siemaszkowie maja czytelników za idiotów? Czy to nie jest "przypadkiem" wyraz szowinistycznej propagandy?

Dalej w tym samym przypisie czytamy:
Również z tego powodu Steciuk podaje, że „Bielin” spalił wszystkie wsie, oczywiście ukraińskie, naokoło Bielina...
tymczasem samoobrona bielińska nie spaliła ani jednej wsi ukraińskiej. Spaleniu uległy one dopiero w 1944 r. w wyniku walk 27 Wołyńskiej Dywizji AK z UPA: Puzów (gm. Korytnica) — całkowicie, kilka chałup w Ochnówce (gm. Werba), cerkiew we wsi Stężarzyce (gm. Korytnica), z której wieży upowcy nieustannie ostrzeliwali Bielin. Zupełnym nonsensem jest twierdzenie Steciuka, jakoby dowódcą Bielina był komunista „Mucha”, który otrzymał uzbrojenie od Czerwonej Armii…

Tutaj mamy do czynienia z kolejnymi przekłamaniami. Steciuk wyraźnie pisał o oddziałach „Muchy”, a nie o samoobronie z Bielina.
Powyżej wyjaśniliśmy: Steciuk nie twierdził, że „Mucha” był dowódcą samoobrony, a jedynie, że takie chodziły słuchy. Przypominamy jego słowa:
Czy to prawda nikt nie wie…

Twierdził jedynie, że:…
wszyscy (uważali), że Mucha spalił wszystkie ukraińskie wioski wokół Bielina. Wszyscy również mówili, że Mucha jest komunistą, ale ja i wielu innych uważaliśmy, że Mucha wykorzystał sytuację aby otrzymywać uzbrojenie od sowietów, a tak naprawdę był polskim patriotą-szowinistą.

Czy wszystkie wioski spalił „Mucha”?

Przesada (a może nawet nieprawda, jeżeli chodzi dokładnie o najbliższą okolicę Bielina). Niektóre spaliła AK z Bielina, inne współpracujące z nią polskie oddziały schutzmanschaftu, stacjonujące w Bielinie oraz w okolicy, a jeszcze inne wioski ocalały…
Ale że Mucha grabił, mordował i palił ukraińskie wsie to przecież prawda. Sam zresztą przyznaje się do tego w swoich wspomnieniach, oczywiście twierdząc, że to była walka z ukraińskimi nacjonalistami. Temu Siemaszkowie nie zaprzeczyli, a jedynie odwrócili kota ogonem.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie, to przecież również fakt - „Mucha” otrzymywał uzbrojenie od sowietów. Siemaszkowie manipulują cytatem, zarzucając Steciukowi, że oskarża samoobronę w Bielinie o przyjmowanie uzbrojenia od sowietów. Wiele polskich samoobron otrzymywało pomoc od sowietów, ale ze słów Steciuka nie wynika, że otrzymywał ją także Bielin. Samoobrona w Bielinie broń otrzymywała od innego wroga - czyli od Niemców!

Na uwagę w przypisie Siemaszków zasługuje również wzmianka o cerkwi w Stężarzycach:

Spaleniu uległy one dopiero w 1944 r...cerkiew we wsi Stężarzyce (gm. Korytnica), z której wieży upowcy nieustannie ostrzeliwali Bielin.

 

Ten fragment to już mistrzostwo ŚwiataHimalaje ignorancji - chociaż, kto to wie, może złoty medal należy się tutaj zbiorowo wszystkim tym, którzy wierzą w takie bzdury.

Odległość między Stężarzycami a Bielinem to około 13 kilometrów. Jakie na miłość boską pociski miały docierać do Bielina z wieży cerkwi w Stężarzycach?
Ciężkie karabiny maszynowe mają do 2 kilometrów zasięgu... Moździerze? - zasięg najwyżej kilka kilometrów. A może armaty? Może na wieżę cerkwi wciągnięto ciężką artylerię?

 Innych możliwości nie ma!!!

Kwestia druga, nie mniej ważna: według ukraińskich świadków cerkiew w Stężarzycach Polacy spalili 28 sierpnia 1943 roku.
Siemaszkowie przyznają, że wioska Stężarzyce była pod kontrolą polskiego szucmanschaftu, który tam stacjonował i ściśle współpracował z miejscową polską samoobroną oraz z AK w Bielinie, co uwiarygodnia relacje ukraińskich świadków.


I drobna dygresja w kwestii dowództwa samoobrony w Spaszczyznie-Bielinie, nie byłoby problemu gdyby postać domniemanego dowódcy jednego z największych polskich ośrodków samoobrony na Wołyniu nie była “ścisłe tajna” - niech ktoś spróbuje znaleźć biografie tej osoby...

Jan Wyszomirski - według polskich źródeł organizator i dowódca samoobrony w Spaszczyznie-Bielinie (podobnie jeśli chodzi o innych polskich dowódców samoobrony 
-choćby Wojciechowski w Hucie Pieniackiej, albo zakłamany życiorys Cybulskiego z Przebraża)


Łącznikiem między dwoma przypisami Siemaszków( drugi poniżej) jest wioska Pisarzowa Wola – główny temat tego artykułu.
W przypisie omówionym powyżej Siemaszkowie twierdzą, że AK z Bielina paliła ukraińskie wioski jedynie w 44 roku i był to uboczny skutek walk z UPA.
Wymieniają nawet dwie wioski - Puzów i Ochnówkę. O wydarzeniach w tych wioskach napiszemy innym razem. 
Tutaj zaznaczymy jedynie, że według ukraińskich źródeł w Puzowie Polacy z Bielina zamordowali 45 niewinnych Ukraińców, a wioskę spalili doszczętnie. W Ochnówce natomiast, w której według Siemaszków miało spłonąć tylko kilka domów, Polacy z Bielina zamordowali 101 niewinnych Ukraińców, a 105 domów spalili. Kilka domów ocalało - dokładnie trzy.
Tak przynajmniej mówią świadkowie tamtych wydarzeń. Nie ludzie, którzy powtarzają informacje zasłyszane (jak to często bywa u Siemaszków), lecz mieszkańcy tych wiosek - ci którzy przeżyli te tragiczne wydarzenia. Nazwiska ukraińskich ofiar są znane...

Czemu Pisarzowa Wola? Bo to pierwsza ukraińska wioska spalona doszczętnie (według ukraińskich świadków) przez Polaków z Bielina. Spalona 12 lipca 1943 roku. 
Przejdźmy wiec do drugiego przypisu...

Przypis pod informacją o miejscowości Pisarzowa Wola

Siemaszkowie:
Ukraiński „historyk” z Wołyńskiego Uniwersytetu w Łucku K. P. Smijan twierdzi (zob. [2472), że na rozkaz dowództwa 27 Dywizji AK oddziały polskie z Bielina (gm. Werba) rozjeżdżały się po ukraińskich wsiach, „grabiły je i niszczyły chłopów, którzy nie chcieli podporządkować się woli polskiej szlachty”. Jako przykład podaje Pisarzową Wolę, do której „12 lipca 1943 r., w święto Piotra i Pawła [prawosławne] wyruszyła z Biłyna [Bielina] nawała (...). Przodem szły dwie tankietki, w górze krążył samolot i raził wieś gradem pocisków. Zaczęła się pożoga. Mieszkańcy uciekli do lasu. Czołgi wjechały do wsi, za nimi wdarli się Polacy. (...) Polacy doszczętnie ograbili wieś, uprowadzili bydło, zabudowania spalili. Dwoje mieszkańców wsi — 92-letniego Afanasija Branczuka i jego ociemniałą 87-letnią żonę Motronę — którzy nie zdołali uciec, zakłuli bagnetami”. Należy tu przede wszystkim zauważyć, że Smijan posługuje się typowym dla bolszewickiej łżepropagandy stylem, nie mającym nic wspólnego z uprawianiem nauki. Ale też oprócz stylu poraża brak jakiejkolwiek analizy prawdopodobieństwa przedstawianych faktów, który zaprowadził do wręcz śmiesznych stwierdzeń, jak atak na wioskę liczącą 24 zagrody dwiema tankietkami i z samolotu, których to podziemna Armia Krajowa nie posiadała. Do tego trzeba dodać brak wiedzy historycznej — 12 lipca 1943 r. 27 Dywizja AK nie istniała i nie było jeszcze na Wołyniu żadnego akowskiego oddziału partyzanckiego. Wydaje się, że Smijan przypisuje Polakom działania Niemców, którzy zbombardowali Bielin w dniach 5, 7,9 i 10 kwietnia 1944 r. i następnie wyparli do lasów na północ od Bielina Zgrupowanie „Osnowa” 27 Wołyńskiej Dywizji AK, a podczas tych operacji mieli na swej drodze opustoszałą Pisarzową Wolę. W świetle przedstawionych fabrykacji ukraińskiego uczonego, które komentuje się tu jako pars pro toto, nie ma sensu ustosunkowywanie się do wymienionych przez niego dwu ukraińskich ofiar ani też innych oskarżeń Polski i Polaków.
2472 Smijan К. P, Szowiniści z AK, „Gazeta Wyborcza”, z 14 lipca 1995



Nie potrafimy wyjaśnić za jakie zasługi został wyróżniony niemal nikomu nieznany historyk Konstantyn Piotrowicz Smijan. Jego dorobek naukowy to też jest wielka tajemnica. Słowo „historyk” zapisane przez Siemaszków w cudzysłowie (a pan Smijan faktycznie posiada historyczne wykształcenie) jest ze strony autorów delikatnie mówiąc bezczelnością - choćby z tych powodów, że pani Ewa Siemaszko sama jest z wykształcenia technologiem żywienia.

Wydarzenia w tej wiosce opisują świadkowie, którzy w niej żyli. Zebrano dostatecznie dużo takich zeznań, by była pewność, że do napadu w tym dniu doszło. A okoliczności? Tankietka?


Tekst pana Smijana jest w Internecie niedostępny, więc nie możemy zobaczyć, co tak naprawdę napisał. Interpretacja tekstu dokonywana przez Siemaszków, a rzeczywista treść tekstu, to bardzo często antypody. Poza tym Siemaszkowie powołują się na polskie tłumaczenie, a oryginalny tekst też może poważnie różnić się od tłumaczenia.



Wiemy na pewno, że w kwestii ataku na wioskę Pisarzowa Wola, Konstantyn Smijan powoływał się na wspomnienia mieszkańca taj wioski, 1) świadka tamtych wydarzeń - Iwana Dmytrowycza Smolara, zapisane przez autora książki „ TRAGEDIA WOŁYŃSKICH WIOSEK 1943-1944” - Jarosława Caruka.



Rzecz w tym, że Iwan Smolar o samolocie biorącym udział w ataku na wioskę nic nie mówił. Mówił jedynie o tankietkach, które wjechały do wioski. Mówił też, że za tankietkami szła grupa uzbrojonych Polaków z Bielina.

Siemaszkowie rzucają tu oskarżenie, że to „typowo bolszewicka propaganda”. Nie chcemy tu bronić Konstantyna Smolija. Ale argumenty Siemaszków są nie tyle śmieszne, ile, mówiąc wprost, właśnie typowo bolszewickie.


AK nie posiadało tankietek i samolotu – ataku nie było!


Odpuśćmy sobie samolot... 
Tutaj faktycznie możemy mieć do czynienia z fantazją Smolija, ewentualnie z pomyłką osoby, która relacjonowała mu przebieg wydarzeń, lub błędem w tłumaczeniu na polski język. Samolot mógł być, a mogło go nie być. Niemcy nierzadko używali samolotów podczas akcji pacyfikacyjnych, a świadkowie wyraźnie mówią o tym, że była to wspólna akcja polsko-niemiecka. 
Ale, przede wszystkim, dlaczegoż udział tankietek w ataku (czy jednej tankietki) miałby być niemożliwy?
Kluczem do odpowiedzi jest ten fragment przypisu Siemaszków:
W świetle przedstawionych fabrykacji ukraińskiego uczonego, które komentuje się tu jako pars pro toto, nie ma sensu ustosunkowywanie się do wymienionych przez niego dwu ukraińskich ofiar.

 

Zgrabna manipulacja. Siemaszkowie w ten sposób odrzucają fakt pacyfikacji wioski Pisarzowa Wola, dokonanej 12 lipca 1943 roku. Nie potrzebują niczego wyjaśniać. Ich sposób rozumowania jest „prosty”: nie posiadała Armia Krajowa tankietek ani samolotu, więc nie mogło być ataku na wioskę...

Siemaszkowie wmawiają nam, że jeżeli jakiś rolnik nie posiada żniwiarki, to zboże na polu może skosić jedynie kosą lub sierpem. Nie biorą pod uwagę możliwości, że życzliwy sąsiad może mieć żniwiarkę i może przyjść z pomocą. Może też użyczyć samej żniwiarki.
W wypadku Pisarzowej Woli „życzliwym sąsiadem” byli niemieccy okupanci. Nawet Siemaszkowie przyznają, że samoobrona otrzymała od Niemców broń. Przyznają również, że Niemcy do pomocy w walce z „bandami” przysłali również polskich szucmanów. Wysłano ich do Bielina, Steżarzyc, Nowosiółek (ale nie tylko do tych wiosek).

 Co więc nieprawdopodobnego jest w tym, że pomagali tankietkami przy atakach na ukraińskie wioski, jeżeli Polacy z Bielina zwracali się do nich o pomoc w walce z „bandami ukraińskich nacjonalistów”? Czy taka pomoc była niemożliwa?

Nie jest tajemnicą, że dnia 11 lipca w powiecie włodzimierskim miała miejsce zmasowana antypolska akcja (sto wiosek napadniętych w tym dniu przez UPA, to gruba przesada, ale nie ma wątpliwości, że taka akcja miała miejsce). Ta akcja była wymierzona nie tylko w Polaków...
Nie zapominajmy, że w niemieckich majątkach rolnych pracownikami (ale również zarządcami i pomocnikami zarządców) byli przede wszystkim Polacy. Nie zapominajmy, że ta akcja była poważnym zagrożeniem dla dostaw żywności z Wołynia dla niemieckiej armii. Tutaj nie ma nic dziwnego w stwierdzeniu, że we wspólnym interesie Niemców i Polaków było zduszenie ukraińskiego powstania.

Niezależne od Siemaszków polskie źródła podają, że dowództwo AK na tym terenie podjęło decyzję nawiązania współpracy z Niemcami około 14 lipca. Cytujemy:
14 lipca 1943 r. odbyło się spotkanie Komendanta Obwodu AK porucznika Sylwestra Brokowskiego „Białego” z przedstawicielem Powiatowej Delegatury Rządu kpt. Dziekońskim, z udziałem: dr „Butryma”, ks. Kobyłeckiego , starszego sierżanta Nawrota Wszyscy uznali, że nie można zwlekać ze zorganizowaniem obrony ludności polskiej w mieście i tej, która przetrwała w terenie. Uczestnicy narady zgodzili się również, że za wszelką cenę trzeba wstrzymać ucieczkę ludności polskiej za Bug, zachować siły ludzkie, nie pozwolić na wywózkę młodzieży do Niemiec oraz zorganizować zaopatrzenie ludności. Z uwagi na opanowanie terenu przez uzbrojone oddziały nacjonalistów ukraińskich, kontakt z Inspektoratem AK w Łucku ani też z Komendą Okręgu AK w Kowlu i uzyskanie zgody na powyższe zamierzenia były niemożliwe. W takiej sytuacji „Biały” sam powziął decyzję i wyraził zgodę na wzięcie broni od Niemców i zorganizowanie placówek samoobrony. Szybko podjęto rozmowy z gebietskomisarzem, w toku których ustalono, że Niemcy wydadzą uzbrojenie dla 200-250 osób, którzy pod dowództwem polskich podoficerów przeznaczeni będą na placówki samoobrony, natomiast z około 300 ludzi utworzony zostanie zwarty ochraniający ludność wyjeżdżającą w celu zbierania zboża i ziemniaków, pozostawionych przez Polaków na polach wsi, które musieli opuścić. Opiekę nad naborem do samoobrony objął por. Jerzy Kraszewski. Nabór przebiegał bardzo szybko i sprawnie. (...) W ciągu kilku dni wokół Włodzimierza utworzono placówki samoobrony w następujących miejscowościach: Włodzimierzówka-Chobułtowa, Falemicze, Werba, Bielin, Nowosiółki, Bortnów, Iwanicze, Stęzarzyce oraz 2 placówki we Włodzimierzu. Placówka w Stęzarzycach została przeniesiona do Włodzimierza dla wzmocnienia obrony miasta. Na komendanta powiatowego samoobrony powołano ppor. Tadeusza Karkowskiego. Na dowódców placówek wyznaczono podchorążych i byłych podoficerów WP. Utworzone placówki samoobrony współdziałały z terenowymi ogniwami AK, działającymi w Spaszczyźnie , Wodzinowie, Anusinie, Radowiczach i Edwardpolu, dostarczając im broń i amunicję. Zgoda na wzięcie broni od Niemców pozwoliła na zalegalizowanie w pewnym stopniu broni posiadanej nielegalnie oraz tworzenie konspiracyjnych placówek działających w obronie ludności polskiej w mieście i ośrodkach samoobrony, a także sprzyjało rozwijaniu działalności konspiracyjnej i organizowaniu oddziałów partyzanckich.
Zródło:
http://wolyn.org/index.php/2-uncategorised/1216-rzecz-o-powstaniu-i-walkach-polskiej-samoobrony-na-wolyniu-1943-1945



Mowa tutaj o 14 lipca, ale czy wcześniej nie mogło dojść do lokalnej współpracy, niezależnie od oficjalnych decyzji wyższego dowództwa? Jeśli oczywiście wierzyć temu źródłu, że taka decyzja zapadła 14 lipca a nie wcześniej.

Bo jeśli wziąć pod uwagę słowa Władysława Filara: 
Tworzenie siatki konspiracyjnej AK na Wołyniu rozpoczęło się praktycznie dopiero w styczniu - lutym 1943 r., po przybyciu do Kowla ekipy płk. Kazimierza Bąbińskiego „Lubonia”, wyznaczonego na komendanta Okręgu Wołyńskiego AK W krótkim czasie zorganizowano cztery inspektoraty rejonowe AK oraz Komendę Okręgu z siedzibą w Kowlu. Kadrę Okręgu zasiliła część oficerów rozwiązanego w tym czasie „Wachlarza”. Nastąpił szybki rozwój konspiracji i rozpoczęto przygotowania do operacji „Burza”. W związku z prowadzoną na wielką skalę antypolską akcją ukraińskich nacjonalistów, komendant Okręgu pod koniec kwietnia 1943 r. wydzielił część kadry do organizowania dowodzenia oddziałami samoobrony pod maskującą nazwą „wołyńskiej samoobrony”. Nasilające się fakty masowych morderstw ludności polskiej spowodowały, że w czerwcu 1943 r. nastąpiła reorganizacja sił konspiracyjnych, w wyniku której do samoobrony skierowano znaczną część kadry dowódczej oraz wszystkie siły wiejskie. Utworzono silne bazy samoobrony w Przebrażu, Hucie Stepańskiej, Pańskiej Dolinie, Starej Hucie, Zasmykach, Bielinie.

To trzeba zauważyć, że polskie źródła nie są ścisłe, jeżeli chodzi o datę podjęcia decyzji organizacji baz samoobrony w Bielinie i wielu innych miejscowościach. Tu pojawia się pytanie...
Czy decyzja dowództwa AK z 14 lipca to wynika antypolskiej akcji UPA rozpoczętej na tym terenie 11 lipca , czy może na odwrót – czerwcowa reorganizacja AK (według Filara) była bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia tej akcji?

Rąbka tajemnicy uchyla nam w swoich wspomnieniach Leopold Świkla od grudnia 1942 roku Inspektor AK w Łucku – odpowiedzialny za tworzenie struktur AK właśnie na tym terenie operacyjnym. 
Obszar inspektoratu obejmował cztery obwody: Włodzimierski, Łucki, Horochowski i Kiwerecki. Cytujemy:
Dopiero od kwietnia i początku maja 1943 r. odcinki terenowe AK lub pododcinki przekształcały się automatycznie w Ośrodki Obronne AK i ogromne bazy jak np. Przebraże w obwodzie Kiwerce lub Spaszczyzna z Bielinem w obwodzie Włodzimierz. AK na Wołyniu rozpoczęło właściwą działalność organizacyjną dopiero w końcu 1942 roku i styczniu 1943-go roku, a więc do kwietnia nie było tak dużo czasu, ażeby zmontować miasta i cały teren, zorganizować sztab inspektoratu, wytypować dowódców różnych szczebli, przeszkolić ich przede wszystkim w łączności konspiracyjnej, w zasadach pracy konspiracyjnej, dać zadania organizacyjne, zadania rozpoznania, instrukcje o sposobach zapewnienia bezpieczeństwa pracy, organizować zdobywanie broni itd 

 

I dalej:

Dlatego też w drugiej połowie kwietnia 43 r. zupełnie samorzutnie w wyniku powstałej sytuacji, w wyniku zorganizowanych działań UPA, inspektoraty AK zmieniły czasowo zadanie główne walki przeciw okupantowi niemieckiemu na zadanie główne obrony ludności polskiej w terenie, w odcinkach ośrodkach wiejskich (i jednocześnie przyszedł taki rozkaz z wyższego dowództwa AK), Gdybyśmy zaczęli od razu od stycznia 1943 r. organizować zbrojne ośrodki wiejskie w tej postaci, w jakiej one sformowały się na terenie inspektoratu później, tj. w kwietniu i maju 1943 r., kiedy siły UPA rozpoczęły masowe morderstwa i napady na Polaków, to mogłyby wyniknąć oskarżenia, że to nie UPA sprowokowała i zmusiła Polaków do obrony, lecz na odwrót - Polacy rozpoczęli ... 
Żródło: Biuletyn Informacyjny AK Okregu Wołyńskiego Nr 1 (85) rok 22, Warszawa, styczeń - marzec 2005
„O Przebrażu i kilku innych sprawach” kpt. Leopold Świkla ps. „Adam" były inspektor Inspektoratu Łuckiego o kryptonimie „Łuna " później „ Osnowa ” Okręgu Wołyńskiego Armii Krajowej - wspomnienia (bez daty) pochodzą prawdopodobnie z lat 1976-1982.

Tutaj dwie istotne uwagi!
Wspomnienia Świkli „Adama” pochodzą z końca lat siedemdziesiątych – wtedy prawie nikt w Polsce nie znał "prawdziwej" chronologii wydarzeń wołyńskich. Pacyfikacje z udziałem polskich szucmanów miały miejsce już w marcu 1943 roku, a działania na mniejszą skalę były także wcześniej.

I druga uwaga, ze wspomnień z tych wnika, ze już wtedy - z początkiem roku 1943 wtedy ogromne polityczno-propagandowe znaczenie miała kwestia która nazwiemy tutaj: ”kto zaczął?”, aż tak wielkie, ze miała decydujący wpływ na organizacje przez Polaków ”samoobron”.

Tylko czy to na pewno miały być samoobrony - jeśli według Świkli - wcześniejsze ich powstanie oznaczałoby, ze zaczęli Polacy?

Ale wróćmy do wątku głównego…

Biorąc pod uwagę polskie źródła, jak również źródła ukraińskie, nie ma żadnych podstaw, by poddawać w wątpliwość fakt pacyfikacji Pisarzowej Woli w dniu 12 lipca 1943.

Hipoteza o sprawstwie Polaków z Bielina jest prawdopodobna, a sam fakt sprawstwa polsko-niemieckiego jest praktycznie pewny. Zeznania ukraińskich świadków są szczegółowe i brak w nich zasadniczych sprzeczności. Co najwyżej różnią się w takich szczegółach, jak liczba tankietek – jedna albo dwie. Świadek Jarosława Caruka to nie jest jedyne źródło informacji o napadzie na wioskę.

Przejdźmy więc do wydarzeń w wiosce, aby nie być gołosłownym...

Pisarzowa Wola


Siemaszkowie piszą dość lakonicznie:
Wieś Pisarzowa Wola
Wieś, w której 2/3 ogółu mieszkańców stanowili Ukraińcy, a 1/3 Polacy.
W sierpniu 1943 r. upowcy wymordowali około 5 polskich rodzin zamieszkałych wśród Ukraińców w tej wsi*. Udało się uciec do Bielina (gm. Werba), gdzie była polska samoobrona, pokaleczonej 4-osobowej rodzinie o nieznanym nazwisku, dzięki czemu na pomoc Polakom pospieszył z Bielina oddział partyzancki AK ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia Małego” i uratował kilka polskich rodzin. Podczas wypierania bojówek ze wsi został ranny Leopold (Lolek) Kotwica. [193,1591]
Liczba ofiar zbr, nacj. ukr.: 20 Polaków.

1/3 mieszkańców to Polacy - ilu ich było łącznie? Siemaszkowie nie wiedzą. Nie podają żadnego nazwiska, ani nazwisk zamordowanych, ani rodziny która się uratowała. Źródła na jakie się powołują to: 

193 sygn. AGK, 27WDAK, IV/72 - Materiały ZBOWiD Zarządu Stołecznego Województwa Warszawskiego — Środowiska Żołnie­rzy Wołyńskiej Dywizji AK, Nr księgi nabytków Archiwum GKBZpNP-IPN: 638

1591 Maguza Zygmunt (5 relacji z: 5 czerwca 1991, 8 grudnia 1991, 9 czerwca 1997, 13 lipca 1998, 15 lipca 1998)

Płk Zygmunt Maguza żołnierz Zgrupowania „Osnowa" 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej oraz 1 i 2 Armii Ludowego Wojska Polskiego.

Pierwszego źródła nie jesteśmy w stanie zweryfikować, ale drugie źródło czyli pułkownik Zygmunt Maguza z Pisarzową Wolą na pewno nie miał nic wspólnego. Pojawił się w Bielinie dopiero z początkiem września 1943 (jak sam wspominał, chociaż w innych wspomnieniach tej samej osoby można wyczytać, że przybył do Bielina dopiero z początkiem 44 roku) a więc już po wydarzeniach z lipca 1943.
Sądząc zaś po zupełnym braku szczegółów, a więc nazwisk zamordowanych Polaków ani tych, którzy się uratowali, można przypuszczać, że obydwa źródło miały tyle wspólnego z Pisarzową Wolą, ile diabeł ze święconą wodą.

To jednak nie przeszkadza krytykować, odrzucać, a nawet wyśmiewać źródła ukraińskie, mówiące nam o wydarzeniach w tej wsi, chociaż te źródła to naoczni świadkowie wydarzeń – ówcześni mieszkańcy tej wioski!
A wspomnienia ukraińskich świadków - podkreślamy jeszcze raz –mieszkańców wioski, pamiętających tamte wydarzenia - mówią nam, że atak 12 lipca miał miejsce.

Świadkowie podają nazwiska wszystkich Polaków, którzy mieszkali w wiosce. Podają nazwiska zamordowanych Ukraińców i zamordowanych Polaków, wraz z okolicznościami... Choćby tylko z tych powodów źródła ukraińskie są zdecydowanie bardziej wiarygodne niż źródła Siemaszków.

Tankietka biorąca udział w akcji pacyfikacyjnej pojawia się we wspomnieniach wszystkich świadków! Wspominany wcześniej Iwan Smolar mówi o dwóch tankietkach (nic nie mówił o samolocie). Ważne i niezwykle wymowne jest, że podaje również informacje na temat Polaków - mieszkańców wioski, którzy stracili życie w późniejszym okresie (Siemaszkowie, przypominamy, nie podają nazwisk polskich ofiar). 
Cytujemy za Jarosławem Carukiem:

Po tym jak Polacy spalili wioskę [12 lipca 43 –przypis Dobrodziej] i zamordowali w niej dwoje staruszkow, SB-OUN schwytała i zabiła trzy Polki, byłe mieszkanki wioski Pisarzowa Wola: Helenę Bronicką -16 lat, Józefę Bronicką – 60 lat i Marię Drewniak - 22 lata. Niedługo potem Polacy schwytali Ukrainkę Marię Bronicką, przywiązali ją do wozu i dźgali bagnetami. Kobieta najpierw krzyczała, później straciła siły i tylko piszczała, a krew ciekła za nią, pozostawiając ślad - czerwoną nitkę na ziemi.

Inny świadek tych wydarzeń - Mykoła Swatko - pamięta tylko jedną tankietkę. Ale ją pamięta!
Tutaj należy dodać, że w późniejszym okresie, podczas polskiego ataku na wioskę Turówka również wykorzystywano tankietkę - i wspominają o tym świadkowie – mieszkańcy Turówki. Wróćmy jednak do Pisarzowej Woli.

Historyk Iwan Puszczuk w swojej książce zamieścił wywiad przeprowadzony ze świadkiem. Czytamy tam między innymi:



Ja, Mykoła Mitrofanowicz Swiatko, urodziłem się w Woli Pisarzowej, mieszkałem tu cały czas, także w czasie wojny.

Pytajacy: Kto mieszkał w wiosce?
Swatko: Ukraińcy. Polacy - 5 rodzin.

Czyli Polacy podaja nieprawdę, że jedna trzecia mieszkańców Pisarzowej Woli to Polacy?
- To nieprawda. Tylko pięć rodzin. Cztery rodziny Bronickich i jedna rodzina Drewniaków.

Mieszkaniec Pisarzowej Woli, Iwan Smolar wspominał, że gdy 12 lipca 1943 roku na święto Piotra i Pawła, Polacy z sąsiedniego Bielina napadli na waszą wioskę, jechały z nimi dwie tankietki (jak piszą Polacy) a nad nimi latał samolot.
Czy tak było? W szczególności, czy były dwie tankietki?
- Była jedna tankietka.

Czy był samolot?
-Nie było.

Nie było samolotu?
-Nie było.

A jak tankietka dotarła do wioski?
-Wiozła na sobie przenośny most. Rozłożyli go na kanale oddzielającym wioskę od strony Bielina. Po tym moście przejechała tankietka.

A Polacy?
-A Polacy przeszli. Później tankietka objeżdżała wokół wioskę, a Polacy palili domy. Pod rząd - wszystkie po kolei.

Gdzie byli partyzanci?
-Pouciekali do lasu.

Nie zamierzali atakować Polaków?
-Chcieli, ale tankietka jeździła wokół wioski, bali się jej.

Uściślijmy. Tankietka mogła być polska - z Bielina? Polacy przecież nie mieli tankietek.
-Nie, tankietkę obsługiwali Niemcy, a Polacy biegali i palili wioskę.

Dalej Iwan Puszczuk, powołując się na zeznania innych świadków, pisze:


Pośród Ukraińców mieszkały w wiosce cztery spokrewnione miedzy sobą rodziny Bronickich (takie nazwisko nosili również niektórzy ukraińscy mieszkańcy wioski), a także rodzina Drewniaków.
Mieszkała w wiosce również mieszana rodzina (żona Polka). Polska również była miejscowa nauczycielka, mieszkała w domu Ukraińca – Stepana Teraszka.
We wrześniu 1939 roku, przed wkroczeniem sowietów, nauczycielka wyjechała z wioski.
W 1941 roku miejscowi komuniści i kierownictwo wiejskiej rady nie ukrywali tego, że najbogatszego w wiosce Ukraińca - Kowalskiego - zaplanowali deportować w głąb ZSRR. Wojna niemiecko-sowiecka przeszkodziła tym planom.
Od początku lata w wiosce bazuje niewielki pododdział UPA. Zapewne doszło do konfliktu pomiędzy tym oddziałem a bojówką sformowaną w sąsiednim (odległym o 5 kilometrów) Bielinie, gdzie w tym samym czasie pojawiła się licząca wielu ludzi [polska] placówka. Aby ochraniać mieszkańców wioski przed agresywnymi sąsiadami, upowcy zniszczyli most na melioracyjnym kanale, który przedzielał drogę z Bielina do Pisarzowej Woli.
12 lipca 1943 r. w wiosce miało miejsce wydarzenie, które różniło się od tych znanych w wielu innych miejscach wydarzeń w tym dniu.
Może dlatego, że polskie oddziały w Belinie nie musiały ochraniać współmieszkańców wioski przed atakami ukraińskich partyzantów, bo takich w okolicy nie było, mogli przejść do ofensywy. Co więcej, to nie była improwizacja. Atak na wioskę Pisarzowa Wola dowództwo placówki w Bielinie uzgodniło wcześniej z Niemcami z Włodzimierza Wołyńskiego. Stamtąd wysłano Polakom do pomocy wyposażoną w odpowiedni sprzęt tankietkę, która niosła na sobie most - ponton potrzebny polskiej bojówce do przeprawy przez kanał melioracyjny.
To wstępne przygotowania do ataku na wsparcie Niemców, w jakże wymowny sposób potwierdza ówczesne przekonanie UPA, że polskie podziemie przygotowywało wyprzedzający atak na powstańców. W Bielinie zresztą skoordynowany z administracją hitlerowską. Ale czy tylko w jednym z Bielinie? ... Faktem jest jednak to, co nastapiło, pierwsi zaatakowali powstańcy UPA.
W Pisarzowej Woli, uzbrojona grupa , składająca sie z kilkudziesięciu ludzi z niemiecką tankietką na czele niespodziewanie zbliżyła się do rowu melioracyjnego . Drogę do Bielina obserwowano z posterunku na kraju wioski, ego ranka na warcie byli jeden powstaniec i jedna starsza mieszkanka wioski.
Obje byli jednak zdezorientowani, mimo to, choć z opóźnieniem to jednak zdążyli zaalarmować najbliższe do przeprawy gospodarstwa o przybyciu napastników.
Wioskę ogarnął popłoch , zabierając co mogli ze swojego mienia, w tym bydło, ukraińscy i polscy mieszkańcy wioski rzucili sie do ucieczki w stronę sąsiedniego lasu.
Z tankietki zrzucono ponton, przebiegli po nim uzbrojeni Polacy, i sama tankietka przejechała. Wiedząc, gdzie kto mieszka w sąsiedniej wiosce, napastnicy z Bielina najpierw uderzyli na gospodarstwo Feodora Swatka, którego syn Petro był w partyzantach. Naziści bez wahania wykonali podpowiedz Polaków i dzięki wystrzałom z tankietki jedyna w wiosce murowana chata została zniszczona doszczętnie.
Potem Polacy zaczęli palić po kolei drewniane domy. Niemcy w tym czasie mieli inne zadanie. Ich tankietka krążyła pomiędzy wioską a lasem, odgradzając w ten sposób Polaków od lasu, do którego uciekli partyzanci UPA. Świadek Mykoła Swatko twierdzi, że kilkunastu powstańców, którzy w owym czasie stacjonowali w wiosce chcieli uderzyć na Polaków pacyfikujących wioskę, ale nie odważyli sie z uwagi na krążącą w wiosce tankietkę.
W jednym z opuszczonych gospodarstw podczas podpalania napastnicy natrafili na starsze małżeństwo Brończuków (Panas - 90 lat i ślepa Motrunia - 89 lat), jedynych mieszkańców, którzy nie uciekli. Brończukowie, przewidując najgorsze, nawet ubrali się świątecznie. „Bojownicy z faszyzmem”, wspomagani przez nazistów, zamordowali ich.
Od tego czasu rozpoczęła się wędrówka mieszkańców Pisarzowej Woli. Dotarli do wiosek Stawki, Mokrzec, Ochotniki, Owłoczym [?], w których mieszkańcy również ucierpieli od ataków polskich bojówek i nazistów. I tak rodzina Tereszków wpadła w tarapaty podczas pogromu dokonanego przez AK-owców w wiosce Stawki. Jednego z synów (30lat) Polacy zabili, darowanie życia drugiemu wyprosiła ich mama (Polka), modląca się po polsku według katolickiej wiary.
Razem z Ukraińcami uciekał wraz ze swoją rodziną Polak - Bronicki Jaśko (Jan). Zimą, zmęczony wszystkimi kłopotami, poszedł do Polaków do Ochnówki. Zabrał ze sobą rodzinę ukraińska Smolara z żoną i dwójką dzieci. Ale ze środowiska polskiego Smolarowie musieli uciekać - prawdopodobnie tam zamordowano głowę rodziny.
Marię Bronicką - Ukrainkę (nazwisko Bronicki w Pisarzowej Woli nosili zarówno Polacy jak i Ukraińcy), Polacy spotkali w miejscowości Puzów - mieszkała u rodziny. Córka zbierała wtedy na łące nasiona szczawiu (Niemcy kupowali), uciekła i ukryła się. Widziała, jak jej matka była torturowana i przywiązana do wozu. Prowadzili ją do Bielina. Po drodze dźgali ją bagnetami, aż upadła - gdzie Polacy podziali zwłoki kobiety, nie wiadomo...
Ukraińscy świadkowie uważają, że to, co piszą Siemaszkowie o Pisarzowej Woli, nie odpowiada rzeczywistości. W szczególności, polskie mieszkańcy nie stanowią jednej trzecią wszystkich 39 rodzin, lecz tylko 5 rodzin, nazwanych przez świadków z nazwiska: Bronickich – 4, Drewniaków – 1.
Wszyscy oni 12 lipca uciekli z wioski razem z ukraińskimi sąsiadami, razem z nimi poniewierali się później i ukrywali. Wiadomo, że trzech z nich później zginęło, inni wyjechali za Bug i poprzez Chełmszczyznę dostali się do Polski, a jeszcze inni pojechali do Bielina.
12 lipca po wiosce pozostały jedynie zgliszcza i nikt w niej już nie mieszkał.
Więc nie jest to prawdą, że to UPA zakatowała w sierpniu pięć polskich rodzin w wiosce, nie jest tez prawda, że jednej rodzinie udało się uciec do Bielina. To mogła być tylko jedna z tych rodzin, która uciekła wcześniej – podczas ataku swoich rodaków. Partyzancki oddział AK „Piotrusia Małego” też nie miał powodu przychodzić z Bielina na ratunek pozostałym w Pisarzowej Woli „kilku polskim rodzinom”. Na zgliszczach wioski nie było już wtedy nikogo.
W latach 1938-1944, podczas ostrego miedzyetnicznego konfliktu, etniczni Polacy z placówki zabili 4 Ukraińców (wśród nich jednego z mieszanej polsko-ukraińskiej rodziny).
Ukraińcy - możliwe, że powstańcy UPA - 3 Polaków.


Wiec jak to było?

Pisarzowa Wola była spacyfikowana czy nie? Czy atak nastąpił 12 lipca? Czy brali w nim udział Polacy z Bielina razem z Niemcami? Czy była tam tankietka?

  • Wspomnienia ukraińskich świadków są zdecydowanie bardziej wiarygodne - padają nazwiska, podane są okoliczności śmierci ofiar podczas napadu i w okresie późniejszym. Świadkami są ludzie, którzy wtedy tam byli, którzy uciekali przed śmiercią...
  • Źródła Siemaszków nie podają nazwisk ani żadnych szczegółów, a jedyny „świadek” znany z nazwiska w tym czasie mieszkał w Chyrowie.
  • Ukraińscy świadkowie twierdzą, że napadu dokonali Polacy z Bielina wraz z Niemcami, dodają przy tym , że w akcji brała udział tankietka.
  • Siemaszkowie tezę o użyciu tankietki wyśmiewają, a tym samym starają się zupełnie odrzucić twierdzenie, że wioska Pisarzowa Wola przestała istnieć 12 lipca 1943 roku.

Kluczową kwestią jest tutaj tankietka, przynajmniej dla Siemaszków. Aby rozstrzygnąć, kto jest bliżej prawdy, trzeba więc rozstrzygnąć czy tankietka mogła być, czy nie mogła być użyta. Czy Niemcy udzielali Polakom wsparcia w postaci lekkiej broni pancernej? Jeżeli Siemaszkowie( a le rowniez ich zwolennicy) nie wierzą ukraińskim świadkom, to może uwierzą polskiemu źródłu? 
Pogrzebaliśmy trochę w polskich źródłach i tankietkę znaleźliśmy:

A teraz, gdy piszę te słowa w swym uroczym ustroniu w Wisconsin, piękny śnieg sypie dużymi płatami i okrywa białymi czapami, chylące się nad oknami gałęzie sosen i świerków - tak samo, jak wtedy, w dniu 15 stycznia 1944 roku, gdy rozkazem komendanta Wołyńskiego Okręgu Armii Krajowej płk „Lubonia” Kazimierza Bąbińskiego, powołana została 27 Wołyńska Dywizja Armii Krajowej. Ze swoją sekcją stałem wtedy w najbardziej na południe wysuniętym gospodarstwie Bielina, przyjmując i informując o miejscu zakwaterowania napływające z Włodzimierza Wołyńskiego i okolic, tłumy powołanych rozkazem mobilizacyjnym, dotychczasowych członków naszej konspiracji. W tej śnieżycy, przy widoczności najwyżej do 50 metrów, te tłumy naszych przyszłych towarzyszy broni szły i szły. Rzadko pojedynczo, przeważnie grupami, a oddziały policji polskiej w zwartych szykach - nawet ich orkiestra z trąbami i bębnami. Opuściły swe posterunki wszystkie jej oddziały, a załoga posterunku w Chobułtowej, miejscowości na wschód od Włodzimierza, zmuszona obchodzić miasto bocznymi drogami, nie mogła przeboleć, że musiała zniszczyć unieruchomioną w zaspach posowiecką tankietkę otrzymaną od Niemców dla obrony swej placówki i grupującej się wokół niej ludności polskiej ocalałej spod siekier i noży UPA....

Podkreślamy:…
musiała zniszczyć unieruchomioną w zaspach posowiecką tankietkę otrzymaną od Niemców …
Źródło: Biuletyn Informacyjny AK Okregu Wołyńskiego Nr 4 (104) Warszawa, październik – grudzień 2009 - W rocznicę wołyńskiej „Burzy” – Zygmunt Bogdanowicz - str.13.




Biorąc to wszystko pod uwagę, wielce wątpliwe, wręcz całkowicie nieprawdopodobne jest twierdzenie Siemaszków, że w sierpniu UPA napadła na Pisarzową Wolę i zamordowała 20 Polaków. Znaleziona w polskich źródłach tankietka uwiarygodnia relacje ukraińskich świadków o polsko-niemieckiej pacyfikacji tej wioski. 

Wyśmiewanie tych relacji przez Siemaszków, pokazuje tylko poziom fachowości, rzetelności i uczciwości tych autorów!



Widać to tym lepiej, gdy zwrócimy uwagę na fakt, że cytat dotyczący tankietki zamieszczony powyżej, pochodzi z wydawnictwa, w którym jednym z głównych redaktorów był pan Władysław Siemaszko...




Podsumowując:

Wioska Pisarzowa Wola w sierpniu 1943 roku, według spójnych i szczegółowych zeznań ukraińskich świadków już nie istniała i nikt w niej nie mieszkał. To znaczy, że nikt z mieszkańców nie mógł być tam wtedy zamordowany.
Szlachetni „obrońcy polskości Wołynia” w lipcu 1943 roku w tej wiosce zamordowali tylko dwoje Ukraińców, inni zdążyli uciec. Uciekali z wioski zarówno Ukraińcy jak i Polacy - uciekali razem. „Obrońcy z Bielina” mogli przecież nie odróżnić Polaka od Ukraińca. 
Polskie ofiary polskich pacyfikacji, jak pokazują wydarzenia z innych miejscowości, nie należały do rzadkości.

Zadaniem było spacyfikowanie terenów przylegających do bazy w Bielinie. Zadanie wypełniono. Taka wówczas była „strategia wojenna”. Ludzkim losem nikt się wtedy nie przejmował.

Siemaszkowie opowiadają bajki o mordowaniu Polaków przez UPA w wiosce, która już miesiąc wcześniej została doszczętnie spalona przez Polaków przy wsparciu Niemców.
Opowiadają o mordowaniu Polaków w wiosce, w której nie było już żywego ducha.

                                                                                                        Zespól "Dobrodziej"

Коментарі