22 grudnia 1943 roku oddział AK, złożony z około 60 partyzantów pod dowództwem Kazimierza Filipowicza (pseudonim “Kord”) i Stanisława Witamborskiego (pseudonim “Mały”), według Siemaszków (oraz innych polskich źródeł) miał dokonać napadu na silną bazę UPA w wiosce Wydźgów. Przejdźmy od razu do cytatu z Siemaszków:
WydźgówWieś ukraińsko-polska.W sierpniu 1943 r. w lasach koło Wydźgowa gromadziły się bojówki upowskie, a we wsi stacjonowała silna placówka UPA, które dokonały rzezi polskiej kolonii Czmykos (gm. Bereżce, pow. Lubomil). Mamy wiec informację o tym, że była to wioska ukraińsko-polska. Ilu w niej żyło Polaków a ilu Ukraińców?
Siemaszkowie nie wiedzą, wiedzą za to, ze ukraińscy mieszkańcy wioski brali udział w napadach na żyjących w sąsiedztwie Polaków. Wiedzą też, że Polacy z tej wioski najprawdopodobniej zostali zamordowani:
Nie wiadomo co się stało z Polakami żyjącymi w Wydżgowie, jednak — ze względu na siedlisko UPA w Wydżgowie — można przypuścić, że wszyscy (o ile wcześniej nie uciekli) zostali zamordowani w ostatnich dniach sierpnia. Dalej Siemaszkowie piszą:
22 grudnia 1943 r. polski oddział wydzielony z części oddziału partyzanckiego AK por. Kazimierza Filipowicza „Korda” i oddziału partyzanckiego AK ppor. Stanisława Witamborskiego „Małego”, stacjonujących w okolicach Rymacz (gm. Bereżce, pow. Lubomi), dokonał wypadu na bojówkę UPA znajdującą się w Wydżgowie. W tym czasie, jak się okazało, we wsi bojówki nie było, a jedynie posterunki, które zlikwidowano, zastrzeliwszy 4 upowców i popa Pokrowśkiego, mającego udział w mordowaniu Polaków. Zdobyto wyposażenie szpitala polowego pozostawionego w 1939 r. przez Wojsko Polskie we wsi Czmykos (gm. Bereżce, pow. Lubomi), a przejętego przez UPA. Liczba ofiar zbr. nacj. ukr.: ? Polaków.Liczba poległych w walce (lub zmarłych z ran): 5 Ukraińców.Jak już wspominaliśmy, w innych polskich źródłach także znajdziemy informację o napadzie na wioskę jako o ataku na silna placówkę UPA. Relacje z tego ataku wspominają o zlikwidowaniu bazy banderowców. Cytujemy za uczestnikiem akcji Władysławem Tołyszem, żołnierzem AK:
Nasz oddział wszedł do wsi, udając sotnię UPA, co nie było zbyt trudne, bo wszyscy doskonale rozmawiali po ukraińsku. Został przyjęty jak przyjaciele i nikt nie zwrócił uwagi, że część oddziału od razu udała się do prawosławnego popa, a reszta pod szkołę, z okien której wystawały karabiny maszynowe. Pop, jak zobaczył naszych chłopaków, to wyszedł naprzeciw, a za nim córka. Tadziu, który miał rozkaz trzymać się z tyłu, jak zobaczył dziewczynę, to nie wytrzymał i skoczył do przodu. Dziewczyna była ładna i jak to się mówi, grzechu warta. Natychmiast rozpoznała Tadeusza i krzyknęła do ojca - tato to Lachy. - Chłopaki idący z przodu musieli natychmiast załatwić sprawę, dając sygnał do uderzenia. Inaczej żadnego zaskoczenia by nie było, a Ukraińcy wystrzelaliby wszystkich. Nasz atak stanowił dla nich całkowite zaskoczenie. Gniazdo UPA w Wydźgowie zostało rozbite.
Gdzie prawda? Gdzie fałsz?
Ile prawdy jest w twierdzeniach Siemaszków i we wspomnieniach Władysława Tołysza? Ile manipulacji, nieścisłości, a ile pospolitych kłamstw? O rzeczowe wyjaśnienie nam przebiegu wydarzeń w wiosce Wydźgów poprosiliśmy pochodzącego z tej wioski pana Iwana Olchowskiego - autora dwutomowej książki „Krwawy Wołyń”.
Odpowiedź Iwana Olchowskiego:
W rzeczywistości, wśród 45 rodzin w wiosce były tylko dwie rodziny polskie – Antoniego Olchowskiego i Andrzeja Olchowskiego. Oprócz nich w Wydźgowie żyły jeszcze cztery mieszane, polsko-ukraińskie rodziny: Juliana Tatysiaka, Kazimierza Tatysiuka, Augustyna Tatysiuka oraz rodzina Kozłów.
W przeddzień antypolskiej akcji 29 sierpnia 1943 rodziny Antoniego i Andrzeja Olchowskich oraz Juliana i Kazimierza Tatysiakow wyjechały za Bug. We wsi pozostały jedynie biedne rodziny Tatysiaka Augustyna (4 osoby: mężczyzna, jego matka, żona Ukrainka i dziecko) oraz Kozłów (3 osoby: mąż, żona, dziecko). Te rodziny nie miały możliwości wyjazdu. Obydwie rodziny rozsrzelał oddział UPA, który przybył do wioski po dokonaniu antypolskiej akcji we wsi Czmykos.
Oddzialy UPA w wiosce Wydźgów nie stacjonowały.To przyznają sami Siemaszkowie.
Posterunku UPA też nie było. Wersja Siemaszków to próba uzasadnienia ataku na Wydżgów 22 grudnia 1943 r dokonanego przez odziały akowskie. Według naocznych świadków liczebność tych oddziałów wynosiła 50-60 żołnierzy.
Jednak przyznać trzeba, że niektórzy mężczyźni z wioski rzeczywiście brali udział w zniszczeniu kolonii Czmykos. Starosta wioski - mój dziadek - otrzymał kłamliwy rozkaz od UPA - w którym mowa była o oddelegowaniu mężczyzn z łopatami i siekierami do demontażu linii kolejowej w rejonie łykoszyńskich chutorów.
Tam zostali poinformowani o prawdziwych powodach mobilizacji - zniszczenie kolonii Czmykos. Kiedy ludzie zaczęli protestować, tłumacząc, że wśród mieszkańców kolonii są ich krewni, zagrożono im rozstrzelaniem.
Tołysz jest bliski prawdy, opisując okoliczności aresztowania duchownego Mykoły Pokrowskiego i jego córki Natalii. Oczywiście o rozstrzelaniu córki duchownego i o torturowaniu samego Mykoły Pokrowskiego Tołysz nie wspomina.
Jednoczesnie, aby uzasadnić antyukraiński atak na wioskę, akowiec fantazjuje, pisząc o zdobyciu szkoły, z okien której rzekomo wystawały karabiny maszynowe. Ale hipokryzja jest widoczny gołym okiem: Tołysz nie wspomina, kim naprawdę byli „upowcy” w szkole, kim byli „strzelcy” uzbrojeni rzekomo w karabiny maszynowe. A może upowskie karabiny strzelały bez strzelców?
Rzeczywiście, żołnierze AK najpierw zajęli we wsi dawny dworek - pełniący funkcję szkoły, w której wtedy, za zgodą wiejskiej rady, mieszkała rodzina Zinczuków. Był to Iwan wraz z żona Oleksandrą i córkę Halinką, mającą 3 lata. Rodzinę Zinczuków Polacy zmasakrowali bagnetami, oczywiście biorąc tych ludzi za powstańczych strzelców, którzy mogli atakujących Polaków powystrzelać.
Właśnie tak wedlug Tołysza zostało zlikwidowane niebezpieczne gniazdo UPA. „Zastrzelono 4 upowcow i popa Pokrowskiego” - podsumowują atak na Wydżgów Siemaszkowie. Liczby podane przez Siemaszków i podane przez Tołysza zgadzają się: ksiądz Pokrowski, Natalia Pokrowska i trójka „strzelców” obsługujących karabiny maszynowe, to znaczy Iwan Zinczuk, jego żona Oleksandra i trzyletnia córka Halinka, czyli w sumie „czterej upowcy i ksiądz Pokrowski”.
Ale to był dopiero początek akcji. Tego, co działo sie dalej, polskie źródła nie opisują, bo opis tych wydarzeń świadczyłby o niezbyt heroicznej likwidacji „gniazda UPA”.
Bowiem uczestnicy napadu na wioske Wydźgów:
- spalili żywcem Haritynę Sawczuk (53 lata), jej syna Antona (8 lat), Sergieja Sawczuka (5 lat), Wołodię Sawczuka (8 miesięcy), uciekinierów z miejscowości Wysock: Domnę Symczuk, jej syna Stacha i córke Oleksandrę (13 lat );
- odrąbali głowy Fewronii Szyszel (63 lata) i uciekinierowi ze wsi Sztun - Iwanowi Miszczukowi (60 lat);
- rozpruli brzuchy uciekinierom z miejscowości Wysock - Antonowi Kokotowi (12 lat) i jego bratu Iwanowi.
- zadźgali bagnetami Marię Kostiuk (60 lat) w domu Irwasia Jarmoluka.
- uciekinierów ze wsi Bołtuny - Dmitra Karpiuka, jego żonę Ewę, córkę Olenę (12 lat) – rozstrzelali, a miesięcznego syna Mykołę nabili na kołek.
W sumie we wsi Wydźgów w tym dniu zamordowano, zakatowano i spalono żywcem 39 osób – wszystkie ofiary znane z nazwiska, a w tym 13 dzieci, 13 starców i 10 kobiet . Prawie wszystkie nieruchomości splądrowano, spalono 34 domy, a w dwóch gospodarstwach stajnie.
Właśnie taki horror pomijają w swych heroicznych relacjach Polacy.
---------------------------------------------------------------------------------------
Nasz komentarz
O wydarzeniach (rzezi) w Wydźgowie nie można pisać w oderwaniu od rzezi (wydarzeń) w Czmykosie . Może ktoś wydarzenia w Wydźgowie nazwać odwetem za Czmykos, ale należy zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś inny może zbrodnię w Czmykosie nazwać odwetem za inną, wcześniejszą zbrodnię i tak można cofać się w nieskończoność.
W każdym razie nie można przedstawiać wydarzeń w Wydźgowie jako bitwy AK z UPA, gdy w rzeczywistości była to po prostu rzeź bezbronnej ludności, obfitująca w akty okrucieństwa. Odwet? Można tak powiedzieć, ale na pewno nie bitwa, na pewno nie „likwidacja bojówki UPA”. Nie chodzi o moralne potępienia. Chodzi o to, żeby historycy w Polsce zaczęli pisać prawdę.
Коментарі
Дописати коментар